GRANICE KOMFORTU, warto je przesuwać

Jak często podejmujesz się nowych wyzwań? Jak często naginasz swoje granice komfortu? Może jesteś jedną z niewielu osób, które ochoczo „rzucają się w nowe”, a może tak jak większość  starasz się nie wychylać i prosperować w swoim własnym znanym sobie schemacie? Jak często unikasz sytuacji, przez które to musiałabyś naciągnąć granice swojego komfortu, by wyjść poza nie?

Jakiś czas temu gdzieś przeczytałam  o „codziennym pierwszym razie..” I nie mowa tu o seksie 😉 Teoria mówiła o codziennym podejmowaniu nowych zadań, które w pewien sposób naruszałyby  własne granice komfortu. Nie chodziło tu głównie o to, by co dzień zdobywać szczyty gór, czy pobijać jakieś nowe rekordy guinessa. Mowa tu o małych, drobnych kroczkach dnia codziennego. Oczywiście, mogą to być bardziej „ważne” zadania jak np. podjęcie się zdania prawa jazdy, zapisanie się na szkolenie itp. Jednak autor głównie kładł nacisk na minimalne zmiany – takie które naruszają nasze granice komforty „znania”.  

Życie codziennie podsuwa nam całe mnóstwo nowych zadań w ciągu każdego dnia, np. poznania nowych funkcji programów komputerowych w pracy czy w domu. Często odpychamy chęć podjęcia się czegoś, z góry zakładając, że „ja tego nie lubię, że nie rozumem, czy nie chcę, czy ja się tym nie zajmuję”.  Jest to pewnie jakiś system obronny przed strachem o porażkę i wewnętrznego zawiedzenia się na sobie.  Często jednak, gdy sytuacja zmusi nas do podjęcia wysiłku w tym kierunku, okazuje się „że diabeł wcale nie taki straszny, jak go malują”.

Czemu o tym piszę? A no dlatego, że dziś sama miałam mój kolejny „pierwszy raz” J A mianowicie, jakiś czas temu zapisałam się na siłownię (głównie na zajęcia jogi) i sukcesywnie odwlekałam rozpoczęcie karnetu. Gdy kilka dni temu przysiadłam się znów do tego tematu (okazało się, że karnet wystartował samoistnie z pewną datą) uświadomiłam sobie, że ja po prostu się obawiam nieznanego mi środowiska. Nigdy nie byłam w takim miejscu i nie wiedziałam, co mnie tam czeka. Moje strefa komfortu wyraźnie odczuwała zagrożenie i usilnie próbowała mnie „chronić”. Tak naprawdę strach ten niósł wręcz odwrotne skutki – zamiast chronić –zamykał mnie na nowe.

Przed wyjściem byłam nerwowa i złapałam się na tym, że szukam wymówki, żeby nie iść na wybrane zajęcia. I choć jogę kocham całym swoim sercem (i ciałem!), byłam bardzo blisko, by nie podjąć się tego – co sama sobie zaplanowałam. A na miejscu… na miejscu przywitała mnie przemiła obsługa, która pokazała mi wszystko, co i jak. Oczywiście lekko spóźniona przez odwlekanie wyjścia, weszłam na zajęcia (sic) i odleciałam… poczułam to odprężenie w ciele, równy oddech i po prostu spokój.

Ważne jest żeby dostrzegać w swoim życiu momenty, które blokują nas przed czymś nowym. A zamiast ucieczki i blokowania się, pozwalać sobie na podjęcie wyzwania i cieszyć się nim bez względu na jego rezultat. Ciągły wzrost własnych umiejętności, czy wiedzy, jest niesamowicie ważny dla naszej psychiki. Dzięki temu procesowi „energia życia” swobodnie w nas przepływa, nic się nie dusi i nie więzi w niewidzialnych barierach naszego ego.

Ogromnie się cieszę, że przekroczyłam dzisiaj „swoje strachy”. I choć może moje dzisiejsze wydarzenia nie są typowym przykładem nauczenia się czegoś, to dla mnie był to mój „pierwszy raz”.

Pomyśl, kiedy ostatni „miałaś swój pierwszy raz”? Przypomnij sobie jak się czułaś, gdy podjęłaś się wyzwania? Może dasz sobie obietnicę, że częściej będziesz przyglądać się swoim niewidzialnym barierom i małymi kroczkami będziesz je naciągać? Z całego serca zachęcam Ciebie i siebie również do tego, by to robić, bo jest to niezwykle ważne i… przyjemne 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.